Menu

Moja droga przez in vitro.

Blog o przedłużających się staraniach o dziecko, trudnej drodze przez procedury ivf i uczucia jakie temu towarzyszą.

Punkcja...transfer...oczekiwanie

czajkaa

Nadeszła sobota...heh chociaż to było pół roku temu pamiętam nawet dni tygodnia co kiedy było robione. Na szczęście sobota, przynajmniej nie musiałam znów kombinować w pracy. Znieczulenie przeszłam bez komplikacji, pobrano 7 komórek, 5 było dojrzałych, 3 udało się zapłodnić. Więc mieliśmy 3 szanse...

Pierwszy transfer w 3 dobie. Mało romantyczny sposób na zachodzenie w ciąże...no ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Na pierwszy rzut poszedł najlepiej wyglądający zarodek. Raz dwa i już było po. I teraz już tylko czekać. Długie dwa tygodnie. Akurat na drugi tydzień mieliśmy zaplanowane kilka dni na Mazurach. Więc dobrze, czas minie, mniej myślenia. Całkiem szybko zleciało, nawet się nie spodziewałam. Oczekiwania były duże, chyba aż za duże. Niby człowiek wie, że szanse są około 30%, no ale dlaczego to nam miałoby się nie udać? Przecież już tyle czekamy...

No i naszedł dzień weryfikacji. Cała w nerwach pojechałam na pobranie krwi. Później myślę, pojadę na jakieś zakupy, do tej 13:30 trzeba jakoś zabić czas.I nadszedł ten sms, z jednej strony nie mogłam się doczekać, a z drugiej tak bardzo bałam się otworzyć i zobaczyć ten wynik. Niestety moje obawy były słuszne. Wynik 0,1 Koniec złudzeń.Pierwsze załamanie.

© Moja droga przez in vitro.
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci