Menu

Moja droga przez in vitro.

Blog o przedłużających się staraniach o dziecko, trudnej drodze przez procedury ivf i uczucia jakie temu towarzyszą.

I po wszystkim.

czajkaa

W końcu po 3 tygodniach czekania doczekałam się poronienia. Na pewno długo pozostanie w mojej pamięci, ponieważ mimo że ból był stosunkowo krótki, kilka godzin, łagodzonych tabletkami, to ostatecznie tak mi dał w kość jak jeszcze nic nigdy. Dobrze chociaż, że wszystko wypadło akurat po wyjeździe, bo był to jedyny miły moment w moim życiu od dawnego czasu. Niestety teraz znów jest gorzej...może to kwestia opadających hormonów...plus zbliżające się święta..

Oczywiście gdzieś z tyłu głowy siedzi mi już następne podejście. Chociaż wiem, że z przyczyn fizycznych muszę odczekać jakieś 2-3 miesiące...psychicznie też na razie nie czuję się na siłach na takie przeżycia, tym bardziej że muszę zacząć od nowa całą procedurę. Próbuję się więc teraz skupić na zdrowym odżywianiu, zamierzam wdrożyć aktywność fizyczną po tym czasie wylegiwania się w łóżku przez 2 miesiące. Łatwiej zadbać o ciało..ale może skupienie się na tym da mi więcej sił żeby się jakoś pozbierać.

W związku ze zbliżającym się końcem roku, tak sobie szybko podsumowałam ten...wyszło kiepsko...praktycznie każdy miesiąc tego roku był ciężki...coś się działo...na coś czekałam i zazwyczaj dostawałam złe wiadomości. I kiedy na koniec wyglądało, że może będzie dobrze, to wydarzyła się największa porażka...ile człowiek jest w stanie znieść. Czuję się jakby świat się ode mnie odwrócił...chyba dlatego potrzebuję chwilę przerwy. Żeby chociaż jeden miesiąc był bez złych wiadomości. Bez czekania na wynik. Bez wizyt u lekarza. Tylko czy potrafię chociaż na chwilę o tym wszystkim zapomnieć? I nie odliczać czasu to momentu kiedy znowu zaczniemy. Błędne koło. 

 

A.

© Moja droga przez in vitro.
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci